• ...umysł zaś potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować swoją ostrość...

    Ogary poszły w las...


    bomba w górę, ruszył czwarty sezon Gry o tron, nakręcony pod hasłem Valar morghulis. Przyznaję, że już przy oglądaniu trzeciego sezonu przytłoczyło mnie nagromadzenie zła, nienawiści, krwawych, okrutnych scen, tak że w pewnym momencie stwierdziłam, że ten film to faktycznie horror, jak klasyfikować go czasem chce telewizja. Bałam się oglądać kolejnych odcinków, mimo, że wiedziałam, co się stanie - a może właśnie dlatego. Z drżeniem serca czekałam na Krwawe Gody, jako że była to dla mnie najbardziej traumatyczna scena, jaką przeżyłam przy czytaniu książek. Do teraz nie rozumiem intencji autora: po co uśmiercać nośnych i ciekawych bohaterów? O ile śmierć Neda Starka była jakoś uzasadniona, bo była kluczowym zwrotem akcji, po którym rozpętała się wojna w Westeros, o tyle śmierć Robba to dla mnie tylko bezsensowny akt zdrady. Owszem, takie rzeczy zdarzają się - i to bardziej w życiu, niż w książkach, ale moim zdaniem dla dalszej akcji w Grze o tron to się nie przysłużyło dobrze. 



    Zapowiedzi HBO oczywiście mówią, że czwarty sezon będzie jeszcze bardziej dramatyczny niż trzeci - zobaczymy. Jak dla mnie, najgorsze już się stało, nic gorszego nastąpić nie może, a pewne jest jedno: Joffrey wreszcie dostanie za swoje...

    4 komentarze:

    1. No właśnie...najgorsze już za nami. Krwawe Gody przeżywałam tak, jak żadną inną scenę u Martina (nawet śmierć Neda), a może we wszystkich książkach, które czytałam. Pierwszy odcinek oglądałam dość beznamiętnie, czekam już tylko na wesele Joffreya.

      OdpowiedzUsuń
    2. Wrrr, jak ja nienawidzę Joffrey'a... Bardzo cieszę się, że w końcu dostanie za swoje, bo należy mu się od samego początku! Ach, nie mogę doczekać się, kiedy obejrzę pierwszy odcinek najnowszego sezonu.

      OdpowiedzUsuń
    3. Joffreya nikt nie lubi, ale przyznać trzeba, że aktor wcielający się w tę postać gra doskonale! Oglądając pierwszy odcinek tego sezonu, ciągle chodziła mi po głowie jedna myśl: po co w ekranizacji książki, która ocieka wręcz od seksu, dodawać jeszcze więcej seksu? Ja rozumiem, że oglądalność, ale wystarczy, drogie HBO, wystarczy... A może się starzeję? ;)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Może, by film był wierną ekranizacją książki? Mnie od seksu bardziej razi przemoc

        Usuń

     

    About Me

    Moje zdjęcie
    Katowice, Śląsk
    Mól książkowy starej daty. Z urodzenia i zamieszkania Ślązaczka, choć serce ciągnie mnie w góry. Kocham przyrodę, ciepło i słońce. Zachwycają mnie krajobrazy południowej Europy, jestem italofilką. Uwielbiam koty i żałuję, że mam zbyt małe mieszkanie, by przygarnąć jeszcze co najmniej jednego. Najlepiej rudzielca :) Kontakt do mnie: joly_fh@gazeta.pl